Moja przygoda z językiem niemieckim

Moja przygoda z językiem niemieckim

Dawno, dawno temu… zaczęła się moja przygoda z językiem niemieckim. Tak dawno temu, że w sumie ciężko określić mi dokładny czas. A tak na serio, zaczęło się tak…

Pierwszy kontakt z językiem.

Nie wiem jak i skąd w naszym domu pojawiła się wielka książka pt.: „Die Ferien von Klaus,
Putzi und Mitzi” Była w całości napisana po niemiecku bez jakiegokolwiek tłumaczenia. Więc razem z bratem od czasu do czasu otwieraliśmy ją i przeglądając obrazki czytaliśmy (przepraszam) próbowaliśmy czytać, krótkie zdania zapisane pod nimi. Do książki dołączona była mała płyta winylowa, którą zdzieraliśmy na nowoczesnej wieży stereo z gramofonem mojego brata. Z głośników płynęły niemieckie piosenki, a gdy podkręcaliśmy głośność zaczynały migać kolorowe lampki – to były czasy.
I wiesz co? Choć wtedy nie rozumiałam niczego o czym są te piosenki, umiałam powtórzyć wszystkie słowa, czasami pewnie je trochę przeinaczając ale nie poddawałam się i śpiewałam zaparcie razem z płytą. To są najdalsze początki jakie pamiętam.

Moja przygoda z językiem niemieckim

Potrafiąc już czytać, znalazłam stary podręcznik do nauki języka niemieckiego mojej mamy i jakiś słownik. Zafascynowana czymś nowym, bardzo chciałam zrozumieć co jest napisane w tej książce. Chciałam umieć przedstawić się w tym języku i powiedzieć kilka zdań. Zaczęłam więc naukę na własną rękę.
Założyłam sobie zeszyt. Zaczęłam tłumaczyć pojedyncze słowa ale z czasem co raz bardziej się zniechęcałam gdy zamiast der, die , das wyskakiwało dem, des, den. Nie rozumiałam skąd się to bierze, a że nikt mi tego nie wytłumaczył, zniechęciłam się całkowicie i porzuciłam naukę.

Moja edukacja szkolna.

Kilka lat później, a dokładnie w drugiej klasie gimnazjum, doszedł jako dodatkowy język niemiecki. Była to dla mnie co najmniej przerażająca wiadomość. Jak ja mam się uczyć tak „trudnego” języka – pomyślałam. Sprawy nie ułatwiał fakt, że nauczycielka była bardzo wymagająca i było wiadomo, że ściemnianie nie przejdzie. Los się jednak do mnie „uśmiechnął”, bo po kilku miesiącach nauki, pani od niemieckiego poszła na urlop macierzyński, a na jej miejsce przyszła młoda i niedoświadczona dziewczyna. Lekcje niemieckiego to było coś na wzór lekcji wychowawczej, ale o wychowaniu nie mogło być mowy. Hałas, wrzask, nawet ci siedzący w pierwszej ławce chyba nic nie słyszeli, nie mówiąc już o próbie skupienia się na czymkolwiek. Jedni w coś grali, drudzy gadali, albo odrabiali na szybko brakujące zadania na inne przedmioty. Muszę przyznać, że moje były głównie efektem korzystania z własnoręcznie przygotowanych „pomocy naukowych” – poziom wiedzy równał się wtedy zero.

Potem było liceum i studia, i brak jakiejkolwiek styczności z językiem. Moja przygoda z językiem niemieckim przeszła w stan uśpienia.

Powrót do nauki.

Tylko życie jest czasem przewrotne i lubi nas zaskakiwać. Nie inaczej było u mnie.
Po 4 latach życia w Holandii, razem z mężem zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do Niemiec. Musisz uwierzyć mi na słowo, że jedyne słowa jakie znałam wtedy to Guten Morgen, danke i bitte. Aha, no i liczenie do trzech miałam opanowane do perfekcji. Szukając mieszkania na wynajem nie wiedziałam czy szukam coś zu vermieten czy zu verkaufen. Nie miałam zielonego pojęcia co znaczy słowo Zimmer ani tym bardziej Nebenkosten. Jednym słowem NIC. Gdy znaleźliśmy mieszkanie na wynajem, poprosiliśmy znajomą, żeby skontaktowała się z pośrednikiem za nas. Traf chciał, że w dniu, w którym mieliśmy zobaczyć mieszkanie, w ostatniej chwili wyskoczyło jej coś pilnego i nie mogła być z nami jako tłumacz. I tym oto sposobem zostaliśmy zdani na siebie i na naszą niewiedzę. Zobaczyliśmy mieszkanie, spodobało się nam i jeszcze tego samego dnia podpisaliśmy umowę. Początkowo musieliśmy prosić o pomoc znajomych w każdej kwestii. Wtedy zrozumiałam, że chcąc być kompletnie niezależną muszę choć trochę poznać język i zacząć go używać. W ten sposób, po wielu latach przerwy, rozpoczęłam ponownie naukę niemieckiego.

Lekcje gramatyki.

Zaczęłam szukać w internecie prywatnych lekcji i w krótkim czasie znalazłam. Z wielkim zapałem i entuzjazmem razem z mężem podjęliśmy naukę. Już na pierwszej lekcji zaznaczyłam, że najbardziej zależy nam na mówieniu. Co otrzymaliśmy w zamian?
Przepisywaną odręcznie, słowo w słowo książkę do nauki gramatyki Stanisława Bęzy. Notabene bardzo dobra książka ale raczej nie dla początkujących. Gramatykę, gramatykę i jeszcze raz gramatykę. Kiedy my nawet podstawowych słów nie rozumieliśmy. Wyglądało to jakbyśmy za nic w świecie nie mogli się dowiedzieć, z której książki pochodzą wszystkie informacje. Nie pytajcie jaki to miało sens, bo do dzisiaj sama nie wiem. Chyba nie trudno się domyślić, że po kilku lekcjach gdzie do perfekcji mieliśmy opanowane zasady kiedy używać jakiego rodzajnika, zrezygnowaliśmy.

Udana próba numer dwa.

Zaczęłam uczyć się na własną rękę. Szukałam materiałów na różnych stronach internetowych z lepszym lub gorszym skutkiem ale nie poddawałam się. Wiedziałam, że tylko systematyczna nauka ma sens i daje jakikolwiek efekt. Zbudowałam bazę opartą o podstawowe słownictwo. I powoli zaczęłam zagłębiać się w podstawy gramatyki.
Po pewnym czasie znajomy polecił nam dziewczynę, która udzielała korepetycje niedaleko nas.
Mając nie najlepsze doświadczenia po pierwszych lekcjach, z dużym dystansem podeszliśmy do kolejnej nauczycielki.
Zadzwoniłam, umówiłyśmy się i tak nauka zaczęła iść w dobrym kierunku. Już na pierwszej lekcji powiedzieliśmy na czym nam najbardziej zależy. I że w takim kierunku chcielibyśmy iść. Udało się. Zostaliśmy zrozumiani. I chętnie zaczęliśmy lekcje. Przez pół roku, raz w tygodniu, przez około godzinę ćwiczyliśmy rozmowy po niemiecku. To był krok milowy w dobrą stronę. W domu poszerzaliśmy słownictwo. Na lekcjach zaś uczyliśmy się podstaw gramatyki, a co najważniejsze praktycznego użycia.

Później z pewnych względów musiałam przerwać lekcje ale o nauce nie zapomniałam. Dojście do poziomu komunikatywnego zajęło mi około roku. Moja przygoda z językiem niemieckim trwa do dziś, bo tylko ciągła nauka, poszerzanie swojej wiedzy i korzystanie z niej jest gwarancją co raz to lepszej znajomości języka.

Ps. Jeśli kiedyś przeczyta ten post osoba, która pomogła mi ogarnąć język niemiecki i pokazała, że można się go nauczyć i używać – chcę, żebyś wiedziała, że jestem ci niezmiernie wdzięczna za poświęcony czas, zrozumienie i podejście do tematu. Gdyby nie ty, to może do teraz byłabym zdana na innych. I na każdym kroku musiałabym prosić o pomoc. Dziękuję!

Jak dawno zaczęła się twoja przygoda z językiem obcym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *